Obserwatorzy

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Minuta facebooka, nastrój spada po równi pochyłej w dół.



Od pewnego czasu dziwnie się czuję, prościej mówiąc czuje niezadowolenie ze swojego życia nie daje mi ono satysfakcji. Próbując znaleźć przyczynę myślałam nad wieloma aspektami. I pewnego dnia coś mnie oświeciło, odkryłam coś co tak naprawdę wiedziałam od zawsze. Cała wina leży po stronie portali społecznościowych a na pewno już spora jej część. Czemu według mnie to tak źle wpływa na życie? Przedstawmy sprawę jasno.
Zacznę od nierealistycznych, przeretuszowanych zdjęć naszych znajomych lub zdjęć ,które mają za zadanie kreowania naszego życia na lepsze. Zero spontaniczności, profile większości "fajnych" ludzi (fajnych określenie względne) są kreowane niczym jak przez specjalistów od marketingu. Bo w internecie tak łatwo jest dać lajka najmodniejszym zespołom muzycznym, dodać zdjęcie w tle z tumblr by pasowało do profilówki wszystko idealnie brakuje muzyki w tle. Normalnie przeglądając taki profil otwierasz gębę z zaszokowania myśląc "o rany też chcę żeby moje życie tak wyglądało". Życie? Poprawka chyba profil. A myślenie typu "chcę żeby moje życie tak wyglądało" automatycznie wpływa na samopoczucie. I to nie pozytywnie.
Kolejną sprawą są zdjęcia z "milościami życia", who cares że raz na dwa tygodnie zdjęcie zakochanej parki zostaje blokowane w chwilach kryzysu. A obraza majestatu już w ogóle występuje jak znajdzie się jeden odważny człowiek by to wyśmiać! Od razu wychodzisz na zazdrosnego samotnika który nie ma znajomych, tylko stalkuje wszystkich i wszystko na facebooku. Oh god why paranoja. Usuwanie słodkich komentarzy to też bajka. Warto się czasem zastanowić w jakich czasach żyjemy, ktoś nas zrani a zdjęcia pozostają uwierzcie mi na słowo łatwo jest wcisnąć "print screen" na klawiaturze laptopa.
Lubię to. A może raczej "dam lajka sam nie wiem czemu bo inni to robią" lub też "nie lajkuje bo inni tego nie robią". W ogóle dla mnie to ten przycisk nie powinien istnieć bo przez pryzmat ilości idiotycznych kliknięć jesteśmy oceniani. Oceniać to się możemy po ilości ilości IQ a nie lajków. 
Podsumowując, szkoda że jest tak nie wiele osób które widzą w tym słuszności i podążają niczym stado bydła za wodzem Facebookiem czy też innym instagramem. Bo jak nie założysz konta czyli nie dodasz się do stada to pogonią Cię jak chorego przedstawiciela gatunku. 

Na koniec rada: "i am not afraid and i am not alone even if i am dancing on my own"



czwartek, 1 stycznia 2015

Zakurzone pudło w szafie, czyli jak to jest z tymi postanowieniami noworocznymi.

Nowy rok. Znowu chwila podniecenia, serce bije szybciej gdy powoli odliczane są ostatnie sekundy kończącego się roku. Magiczny moment, petardy wybuchają a oczekiwania statystycznego człowieka rosną. W jednym momencie wszystko czego chcemy wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Nie liczą się dodatkowe kilogramy pozostałe po świątecznym obżarstwie ani niebotyczne ilości kalorii pochłonięte wraz z 4 lampką szampana. Przecież od jutra dieta, musi się udać. Jutro będę lepszą osobą. Czy na pewno będę?
Z postanowieniami jest jak z parą nowych, wysokich szpilek. Są piękne gdy są nowe, może nawet pójdziesz w nich na kilka imprez ale to raczej sporadyczne wyjścia. Są po prostu cholernie niewygodne i niepraktyczne, chociaż po pierwszych kilku krokach lekceważąco rzucasz ,że to najwygodniejsze szpilki na ziemi. Dwie godziny później twoje obolałe stopy odmawiają posłuszeństwa, a ty porzucasz obcasy pod ścianą. Pewnie wrzucisz je do zakurzonego pudła, które otworzysz za rok. Tak samo najczęściej dzieje się z naszymi postanowieniami. Sięgnąć po nie jest łatwo, gorzej wprowadzić do życia. Żyjemy wygodnie oszukujemy sami siebie. Po co to całe udawanie że coś się zmieni? Nowy rok to pretekst do zmian, niestety bardzo złudny. Nic nie dzieje się od tak. Może warto poczekać na odpowiedni moment by w zgodzie ze sobą żyć inaczej. Wraz z hukiem fajerwerk wybuchają nasze oczekiwania. Na dobrą sprawę nasz własny, niezależny nowy rok może zacząć się w dowolnym momencie życia. Zazwyczaj czujemy to co czuje tłum. Nie rzucaj się naiwnie na trendy. Inaczej znów będziesz chciała być inna niż wszystkie, być sobą. Paradoksalne i idiotyczne bo w momencie gdy już postanawiasz sobie "być sobą" podążasz jak głupi za upojonym szampanem czy innym trunkiem tłumem.Pamiętaj że neonowe szpilki z podeszwą w panterkę nie muszą być koniecznie dla Ciebie priorytetem bo tak mówi kolorowy magazyn.
 Oczywiście nie wykluczając, że nowy rok to doskonały powód do zmian znajdźmy w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Postanowienia zaczynajmy od metody małych kroczków. Z pewnością w chwili gdy mówisz sobie "od jutra nie jem tyle słodyczy, będę też przykładać się bardziej do zlecanej mi pracy, zapiszę się na jogę i raz w tygodniu widywać będę się z przyjaciółką" nawalisz. Znajdź swoją równowagę, wybierz to co jest dla Ciebie najważniejsze i włóż w to całe serce. Nie chodzi o to,żeby kupić cztery swetry, które będą nadawać się do wyrzucenia po pierwszym praniu. Czasem lepiej sięgnąć po ten jeden wymarzony kaszmirowy sweter z górnej półki który będzie towarzyszył Ci przez długie lata.
Więc jak podejść do tych wszystkich postanowień? Zrób gdy poczujesz ,że tego potrzebujesz. Zrób to dla siebie, nie dla kogoś. Nie przez to,że twoja przyjaciółka ma postanowienia to ty też musisz mieć. Nie tędy droga, nie dajmy się zwariować.  Może za rok okażę się ,że potrzebujesz kolejnej pary szpilek bo tamta to za mało? A może stanie się to już po paru miesiącach? Skoro jedne nie pasują do każdej sukienki, pora znaleźć następne postanowienie.